Minimalizm a wartościowe relacje z innymi




Człowiek jest zwierzęciem stadnym. Skazany na samotność, prawdopodobnie nie dałby sobie rady.

Relacje z innymi ludźmi są nam potrzebne czy tego chcemy, czy nie. To dzięki innym ludziom możemy pokonywać przeszkody, które dotychczas nas przerastały, możemy rozwijać swoje umiejętności, uczyć się nowych rzeczy, patrzeć na sprawy z innej perspektywy. Kontaktów z innymi nie da się i nie ma potrzeby unikać.

Co jednak, kiedy relacje z innymi ludźmi nie są dla nas satysfakcjonujące i wpływają na nas niekorzystnie?

Czasem orientujemy się, że tkwimy w jakiejś relacji dlatego, że trzyma nas wspólna praca, szkoła, wieloletnia znajomość (to mogą być znajomości typu "przez zasiedzenie" - niespecjalnie pielęgnowane, ale "przecież znamy się tyle lat.."). Utrzymujemy je z wielu różnych względów: bo nam na kimś kiedyś zależało i tak już ta znajomość została, mimo, że nasze uczucia wobec tej osoby mogły się oziębić. Bo tę osobę kochamy, bo pracujemy razem, więc relacja musi być dobra inaczej współpraca nie będzie się dobrze układała...  Jednak warto czasem zastanowić się, czy ta relacja jest  dla nas korzystna. Nie mam tu na myśli korzyści materialnych typu: kolega jest mechanikiem, to mi za taniej zrobi samochód - tu jest przecież korzyść! Ale zupełnie nie o takich korzyściach przecież mowa. 

Co wynosisz z takiej relacji mentalnie?

Zdecydowanie chciałabym się skupić na relacjach, które są niekorzystne dla naszej psychiki. Kiedy rzekoma przyjaciółka/przyjaciel dołują nas, zamiast wspierać w nowych przedsięwzięciach, nie udzielają nam pomocy w krytycznej dla nas sytuacji, mimo, że sami nie raz ją od nas otrzymywali. Wykorzystują nas do swoich celów pozostawiając później z uczuciem pustki, (a w moim przypadku zdarzało się nawet i niedowierzanie, że w ogóle można było wobec kogoś tak postąpić). 

Warto spojrzeć na te relacje krytycznym okiem, zastanowić się, czy po spotkaniach/rozmowach z takimi osobami czujemy się lepiej, czy może jednak czujemy się zatruci czyimś sposobem myślenia/podejściem do życia.

Czy po spotkaniu czuję się całkiem bez energii?  Mam kiepski humor? Czy własnie ktoś wyperswadował mi pomysł, który napawał mnie dotychczas radością, a teraz nie wiem co mam z nim zrobić? Czy już więcej nikomu nie powiem o tym pomyśle, bo właśnie mnie wyśmiano? Czy czuję jak spada moje poczucie własnej wartości, bo ktoś powiedział, że nie warto zawracać tym sobie głowy?
Nie chciałabym wchodzić w głęboką psychologię tego zjawiska, dążę do tego, że warto przyjrzeć się swoim relacjom z innymi i obiektywnie ocenić, czy obecność takich ludzi w naszym życiu jest dla nas dobra, czy też nie. 

Minimalizm w relacjach międzyludzkich nie znaczy wcale minimalizowania ilości znajomości do posiadania tylko jednej koleżanki bądź kolegi ani do minimalizowania ogólnie pojmowanych relacji z ludźmi - nie mówieniu o sobie i nie dzieleniu się z nikim swoimi myślami.
Minimalizm w tym pojęciu, określiłabym umiejętnością "odsiewania" ludzi, którzy powinni zostać w naszym życiu od tych toksycznych, którzy wpływają negatywnie na nasze życie.

Przytoczę Wam przykład toksycznej znajomości, którą sama kilka lat temu utrzymywałam:
Pewien kolega utrzymywał bliską relację z moim mężem, 'przez przedłużenie' i ja się z nim kolegowałam (niestety nie był to mój typ charakteru, więc relacja była nieco wymuszona - a więc neutralna, pozbawiona negatywnych zachowań). Niestety po pewnym czasie zaczęłam zauważać, że ta znajomość nie wpływa pozytywnie ani na mojego męża, ani na mnie, a już na pewno nie na nasz związek. Kolega zaczął brać udział w spięciach między nami i wyrażać swoje mocno szowinistyczne poglądy, podszywając je źle trafioną ironią. Wpływało to na sposób, w jaki z mężem się do siebie odnosiliśmy oraz na jego spojrzenie na nasze problemy. Ponadto, kolega miał tendencję do pożyczania wszystkiego, co w danym momencie było mu potrzebne - pieniądze, samochód, a nawet przekąski na wieczorny film, mimo, że droga z jego mieszkania do osiedlowego sklepiku była równa tej, którą musiał pokonać do nas. Wielokrotnie, poproszony przeze mnie o pomoc znajdował wymówki by tej pomocy nie udzielić.
Ta relacja była dla mnie bardzo emocjonalnie wyczerpująca, nie przypominam sobie, by kiedykolwiek między mną a moim mężem było tyle nieporozumień, co w czasie naszej 'przyjaźni' z opisywanym kolegą.
Znajomość zakończyła się i od tamtego czasu żyjemy w spokoju i zgodzie.

Czasem zastanawiam się, dlaczego brak ludziom odwagi by zakończyć znajomości, które mają na nich tak negatywny wpływ. Nasze życie jest nasze i to od nas zależy czym i kim się otaczamy.
To wcale nie oznacza, że sama nie mam z tym problemu ;)

Minimalizm w relacjach oznacza właśnie umiejętność obiektywnego ocenienia relacji, w których się znajdujemy. Ważne jest, by zatrzymywać przy sobie osoby, które czynią nasze życie bardziej wartościowym. Powinni to być ludzie, którzy nastrajają nas pozytywnie, którzy są chętni nam pomóc i udzielić wsparcia w nowych przedsięwzięciach, którzy cieszą się z naszego szczęścia i którym na nas zależy.

Czy Wy mieliście w swoim życiu toksyczne relacje?
Czy potraficie rozpoznać wśród Waszych znajomych osoby, które ciągną Was w dół?
Czy umiecie o tym rozmawiać?
Czy zakończyliście jakieś relacje ze względu na ich negatywny wpływ na Wasze życie?

Czekam na komentarze! :)

zdjęcie główne źródło: stocksnap.io

You May Also Like

0 komentarze