Książki i trudne rozstania


Jestem molem książkowym. Czytanie pozwala mi uciec od szarej i męczącej codzienności. Dryfowałam po Morzu Północnym w szalupie ratunkowej, biegałam po ulicach Luizjany z bandą pomylonych wampirów, walczyłam w Powstaniu Warszawskim, zgłębiałam tajniki psiego umysłu. Czytanie to najwspanialsza ucieczka od rzeczywistości, ukojenie dla zestresowanego umysłu.
Niestety, kiedy do pary borykałam się z problemem impulsywnych zakupów, miłość do książek przejawiała się stosikami obecnymi w całym domu. Kupno książek natomiast, prowadziło do konieczności szukania dla nich miejsca - i tutaj pojawiały się kolejne zakupy - regały, półki na książki, wszystko, co mogłoby pomieścić wciąż rosnącą kolekcję. I tak wpadałam w zakupową pętlę.

Zawsze byłam typem zbieracza, lubię sentymentalne pamiątki: spinka od przyjaciółki z lat nastoletnich, bransoletka po chłopaku, pierścionek, który dostałam od mamy na 18-te urodziny... wszelkie przedmioty, mające w sobie emocjonalny ładunek lub będące częścią wartościowej dla mnie kolekcji (komiksy, książkowe sagi itp.). Przestrzeń wokół mnie się zapełniała, ale niespecjalnie mi to przeszkadzało. Do momentu, aż okazało się, że już naprawdę NIE MA GDZIE składować. Co zrobić z tymi wszystkimi książkami, których pewnie z 70% jeszcze nie przeczytałam?!

Nie należę do ludzi, którzy lubią zmiany, raz ustanowiony porządek mógłby trwać i trwać, a wszelkie poprawki do pierwotnego planu wymagają ode mnie długich analiz ryzyka, konsekwencji i tego, czy ta zmiana jest na pewno konieczna. Stąd też, kiedy zdecydowałam się na zmiany, wiedziałam, że będzie mi bardzo ciężko pracować nad zakorzenionymi we mnie nawykami.

W trakcie poznawania koncepcji minimalizmu i życia bardziej świadomego interesowałam się wszelkiego rodzaju metodami odgracania domu. Testowałam KonMari, 30-dniowe wyzwanie Minimalisty, sezonowe czystki w szafie, a nawet „Swedish Death Cleaning”. To żmudne (ale i satysfakcjonujące!) sprzątanie i porządkowanie nauczyło mnie podejmowania dużo szybszych i efektywnych decyzji. O tym, jak nauczyłam się rozstawać z ukochanymi ubraniami, napiszę w innym poście, tymczasem dziś rzecz o rozstaniach z książkami.

Jak zabrać się do porządkowania/ selekcjonowania książek?

Ja zaczynam częściowo od metody Marie Kondo, która mówi o położeniu wszystkich swoich rzeczy z danej kategorii w jednym miejscu. 
Później należy brać każdą rzecz do ręki i pomyśleć, czy daje nam radość.

W związku z tym, że mnie każda książka daje radość, taka opcja nie wchodziła w grę.

W mojej wersji, pytanie brzmiało:


(Jeśli książka była już czytana) 
  • Kiedy ostatni raz ją czytałam?
  • Czy mi się podobała?
  • Czy trzymam ją tylko dlatego, że dostałam od kogoś w prezencie (a nie jest to lektura, która do mnie trafia)?
  • Czy podobała mi się, kiedy byłam nastolatką i czy podobałaby mi się teraz?
    (Warto wziąć pod uwagę fakt, że Twoje gusta mogły się zmieniać wraz z wiekiem)
  • Czy czegoś się jeszcze z niej nauczę?
    (Dotyczy książek akademickich, ale i wszelkich zbindowanych kserokopii książek, materiałów ze szkoleń itp.).
  • W jakim jest stanie? Czy nadaje się jeszcze do czytania?
  • Czy posiadanie jej ma dla mnie jakąś wartość?

(Jeśli książka jest nowa)
  • Kiedy ją kupiłam?
  • Dlaczego do tej pory nie zebrałam się do czytania?

Taką książkę można ewentualnie odłożyć do pudełka, a pudełko opisać np.: „Do przeczytania przez najbliższe pół roku” + data, jeśli do tego czasu nie dotrzecie do tej książki - czy warto się łudzić, że kiedykolwiek się to uda? (w zależności od tego, jaki prowadzisz tryb życia, wyznacz sobie realny dla Ciebie czas, w jakim powinno Ci się udać przeczytać tę/te książki, jednak nie powinno to przekraczać roku).


Podejmowanie tych decyzji było trudne, jednak przynosiło ulgę. 
Dla mnie była to nauka odpuszczania. Wcześniej ambicja nie pozwalała mi się poddać, przekonywałam sama siebie, że w końcu tę książkę przeczytam, przecież po to przyniosłam ją do domu. W wielu sytuacjach jednak, książki nadal leżały w tym samym miejscu i zbierały kurz, smutno przypominając mi, o mojej niekonsekwencji. Wszystkie moje impulsywne zakupy patrzyły przecież na mnie z regałów i półek.

Strategie radzenia sobie z impulsywnym kupowaniem książek:

- Jeśli jesteś w supermarkecie i Twoje oczy uciekają w stronę stoiska z książkami:
Skup się na przygotowanej wcześniej liście zakupów, pamiętaj, że każdy nieplanowany zakup nadszarpuje domowy budżet (podczas moich „najlepszych” lat, potrafiłam kupić ok. 30 książek miesięcznie, łatwo przemnożyć te liczbę przez średnią cenę książki. Sumka może nie powala, ale wystarczy na romantyczny, weekendowy wypad we dwoje!).

- Zanim sięgniesz w sklepie po książkę pomyśl, ile masz w domu takich, których jeszcze nie przeczytałaś/przeczytałeś.

Zrób zdjęcia okładek, które przyciągnęły Twoją uwagę.
Ta metoda ma dwie dobre strony: jeśli faktycznie dana książka Cię zaintryguje, możesz zawsze po nią wrócić (a wcześniej, sprawdzić recenzje, czy jest po co wracać ;)), jednak w impulsywnych zakupach głównie chodzi o chwilowy wystrzał hormonu szczęścia kiedy dokonujemy zakupu. Może więc być tak, że zrobisz zdjęcie, by ewentualnie kupić później, a po powrocie do domu zapomnisz, że chciałaś/chciałeś w ogóle kupić jakąś książkę (true story!)

 - Zrób zdjęcie/zapisz w notatniku tytuł i autora, kiedy następnym razem najbliższy zapyta Cię o prezent na Święta, będziesz mieć odpowiedź :)

- Idź do kasy, po drodze wklep w telefon tytuł i autora, wyszukaj opinie o książce w serwisie takim jak LubimyCzytać czy GoodReads.
Wielokrotnie zdarzyło mi się nakręcić na książkę, która miała bardzo słabe opinie i już po przeczytaniu fragmentu wiedziałam, że to nie dla mnie, a przecież kupiłabym, wiedziona impulsem...

- Przerzuć się na eBooki.
Zapisz sobie tytuł i autora pochwyconej w sklepie książki, po powrocie do domu kup przez internet w formie cyfrowej i ciesz się lekturą nie zagracając swojej przestrzeni. :)

- Zacznij ją czytać! Po stronie lub dwóch, możesz być w stanie ocenić, czy styl pisarski autora Ci odpowiada, jeśli tak, zawsze możesz kupić wersję cyfrową, jeśli nie - właśnie udało Ci się uniknąć niepotrzebnego wydawania pieniędzy, be proud!


Co zrobić z książkami, które nie wrócą do mojej biblioteczki?

- Oddaj bliskiej osobie, której może sprawić radość

- Sprzedaj (Facebook, Allegro, Olx)

- Oddaj do biblioteki, 
Niektóre biblioteki przyjmują do swoich zbiorów tylko książki spełniające określone kryteria, jednak w większości bibliotek są tzw. regały książek „do uwolnienia”, czytelnicy odwiedzający bibliotekę mogą bez ograniczeń brać książki z takiego regału lub zostawiać tam swoje.

- Zabierz do pracy, naklej kartkę „do wzięcia!” i zostaw w ogólnodostępnym miejscu, np. w kuchni.

Najważniejsze, to zacząć :)

Polecam również Waszej uwadze wyszukiwarkę tanich ebooków - specjalnie na te chwile, kiedy impulsywna, sklepowa miłość jednak Was nie opuściła po powrocie do domu :)


Czy Wy robiliście kiedykolwiek czystki w Waszych biblioteczkach?
Czy zdarzyło się Wam impulsywnie kupować książki? 
Czy próbowaliście z tym walczyć?

Dajcie znać w komentarzach :)




zdjęcie: stocksnap.io        











You May Also Like

2 komentarze

  1. Też przeszedłem przez pozbywanie się książek i na szczęście mam to za sobą. :) Ode mnie odebrał je antykwariat:
    https://skupujemyksiazki.pl/

    OdpowiedzUsuń